Wracasz z pracy, rzucasz smycz na szafkę i czujesz ten głęboki, błogi spokój, bo wiesz, że cokolwiek przyniesie dzień, Twój przyjaciel jest bezpieczny, a Ty zrobiłeś dla niego wszystko, co należało. Niestety, czasem ten spokój testuje jedna chwila na trawniku- jak u Sagi, gdzie ułamki sekund i niefortunny krok zmieniły beztroskie wąchanie w nagłą wyprawę do weterynarza.
Jako przedsiębiorcy, menedżerowie czy specjaliści na etatach doskonale znamy to uczucie. Codziennie zarządzamy ryzykiem w naszych firmach i korporacjach. Podpisujemy umowy, analizujemy płynność finansową, zabezpieczamy sukcesję spółek z o.o., dbamy o odpowiedzialność cywilną członków zarządu (D&O) czy ubezpieczenia mienia. Jesteśmy architektami stabilności dla naszych zespołów i partnerów biznesowych.
Jednak w tym całym profesjonalnym pędzie, najcenniejszy kapitał i największa odpowiedzialność czeka na nas w domu. To rodzina oraz nasi czworonożni przyjaciele, którzy bezgranicznie nam ufają.
Kiedy sekundy burzą biznesowy ład
Kiedy Saga rozcięła opuszek o ukrytą w trawie butelkę, narkoza, szycie i niespodziewane koszty rzędu 1000 zł stały się faktem w kilka minut. Dla właściciela jednoosobowej działalności gospodarczej lub wspólnika w spółce to nie tylko nagły wydatek. To przede wszystkim emocjonalny paraliż i konieczność natychmiastowego porzucenia obowiązków zawodowych, by ratować członka rodziny.
W biznesie i w życiu prywatnym ryzyko ma dokładnie tę samą definicję- to zdarzenie losowe, które bezlitośnie testuje naszą poduszkę finansową.
Co mówią twarde dane? Z raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) wynika, że Polacy coraz bardziej cenią stabilność, a łączna wartość odszkodowań i świadczeń wypłaconych przez ubezpieczycieli w obszarze ubezpieczeń majątkowych i życiowych rośnie z roku na rok. Z kolei dane GUS i instytutów weterynaryjnych jasno pokazują: koszty specjalistycznej opieki medycznej i procedur chirurgicznych dla zwierząt w ciągu ostatnich lat wzrosły o kilkadziesiąt procent.
Najważniejsza waluta? Czysta głowa
Dla menedżera na etacie czy przedsiębiorcy kluczowa jest jedna waluta: czysta głowa. Świadomość, że odpowiednia polisa (czy to zdrowotna dla bliskich, sukcesyjna dla wspólników, czy dedykowane ubezpieczenie kosztów leczenia psa i kota) przejmuje na siebie ciężar finansowy w kryzysowym momencie.
Prawdziwa opieka to nie gaszenie pożarów, ale posiadanie sprawnej gaśnicy. To poczucie, że zrobiliśmy wszystko, co należało, zanim nadszedł gorszy dzień.
Bo dla mnie ubezpieczenia to nie transakcja i sprzedaż produktu. To obietnica, że w momencie próby nie zostaniesz sam- niezależnie od tego, czy prowadzisz dużą spółkę, czy pracujesz na kontrakcie. Każdy z nas zasługuje na absolutny spokój i równe traktowanie, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo tych, których kochamy.
Podsumowanie i refleksja: Czas na Twój plan awaryjny
Zostawiam Was dzisiaj z refleksją na pograniczu biznesu i życia prywatnego. Usiądź na chwilę, spójrz na swojego pupila lub pomyśl o bliskich i odpowiedz sobie szczerze:
- Czy w natłoku codziennych obowiązków i zabezpieczania ryzyk biznesowych w swojej firmie lub na stanowisku, masz już wdrożony plan awaryjny (np. polisę sukcesyjną lub zdrowotną), który bezwzględnie ochroni Twoich bliskich i Twoje finanse w razie nagłego wypadku?
- Kto przejąłby stery w Twoich projektach lub spółce, gdybyś jutro musiał niespodziewanie poświęcić kilka dni na walkę o zdrowie członka rodziny lub ukochanego pupila?
Ubezpieczenia tworzone z sercem to te, które dają Ci wolność wyboru w najtrudniejszych momentach. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak mądrze i bez marketingowego żargonu zabezpieczyć to, co dla Ciebie najcenniejsze- napisz do mnie. Porozmawiajmy o bezpieczeństwie z sercem i pełną odpowiedzialnością.
Podzielcie się swoimi przemyśleniami lub historiami w komentarzach pod tym artykułem. Czy Was również zaskoczyła kiedyś nagła sytuacja na spacerze?
