Wokół były setki ludzi, ale ten przerażony 12-latek wybrał właśnie mnie. Może poczuł, że nie przejdę obok niego obojętnie? Wszyscy inni wydawali się zbyt zajęci własnym życiem, by dostrzec kogoś, kto w zapadającym mroku trząsł się tak bardzo, że ledwo mógł wykrztusić słowo.
Śpieszyłam się wtedy po córkę, ale w tamtej sekundzie czas się zatrzymał. Chłopiec uciekał przed napastnikami. Jego rodzice byli „na linii”, w telefonie, ale dzielące ich kilometry sprawiały, że mogli tylko bezradnie krzyczeć z oddali. Na szczęście był obok mnie mój partner – to on bezpiecznie odprowadził chłopca w bezpieczne miejsce, a ja mogłam odetchnąć dopiero, gdy usłyszałam, że odjechał bezpiecznie z kolegami na rowerach.
Nie potrafiłabym odwrócić wzroku. Sama wiem, jak to jest zostać bez wsparcia, gdy świat wokół staje się straszny.
Prawdziwa pomoc to obecność, nie tylko głos w słuchawce
Jako doradca i archetypowy opiekun nie potrafię działać inaczej. Zawsze podam rękę – niezależnie od tego, czy chodzi o przerażone dziecko, bezbronnego zwierzaka (jak te z hodowli mojej mamy), czy o Twój spokój o przyszłość Twojej firmy i rodziny.
W ubezpieczeniach i sukcesji biznesu jest dokładnie tak samo. Rodzice chłopca chcieli pomóc, ale byli uwięzieni w słuchawce telefonu. W biznesie „głos w telefonie” to za mało, gdy wydarza się tragedia. Potrzebujesz konkretnych rozwiązań i planu, który zadziała automatycznie, gdy Ty nie będziesz mógł odebrać połączenia.
Czy Twoja „bezpieczna przystań” jest gotowa?
Często spotykam przedsiębiorców, którzy budują wspaniałe firmy, ale zapominają o jednym: kto przejmie rolę ich „opiekuna”, gdy zabraknie ich przy sterach? Czy wspólnicy wiedzą, co robić? Czy rodzina jest zabezpieczona przed nagłym zatrzymaniem finansów?
Sukcesja to nie są „produkty”. To obietnica, że gdy zapadnie mrok, nikt z Twoich bliskich nie zostanie sam w strachu.
Widzimy się w niedzielę!
Chcę o tym z Wami porozmawiać w atmosferze szczerości. Dlatego (o ile nic mi nie wypadnie , bo dzień mam baaaardzo zajęty) widzimy się już w najbliższą niedzielę na spacerze kundelka! To idealny moment, by wśród merdających ogonów pomyśleć o tym, co w życiu najważniejsze.
Na koniec zostawiam Was z dwoma pytaniami:
- Czy w Twojej umowie spółki istnieją zapisy, które realnie chronią firmę i Twoich spadkobierców w razie Twojej nieobecności?
- Kto w Twoim otoczeniu przejąłby rolę „opiekuna” Twoich spraw, gdybyś jutro nie mógł odebrać telefonu?
Czy Ty też wierzysz w to, że dobro zawsze wraca? Napisz w komentarzu – czytając takie historie, odzyskujemy wiarę w ludzi! 👇
